Wydarzenia

LEKCJA DEPRESJI
 

DUŻY WOREK

Słowo „depresja” jest jednym z najczęściej nadużywanych i mylnie rozumianych słów z kanonu psychiatrycznego, które weszły do języka potocznego. W czasach kultury szczęścia i spełnienia coraz mniej jest miejsca dla smutku i niepokoju. Zostają one zakazane, naznaczone i wykluczone z codziennego dyskursu jako niechciane. Tymczasem jest to przynajmniej tak samo ważne doświadczenie, jak każde inne. Co więcej, czasami może spełniać nawet więcej „pożytecznych funkcji” psychologicznych niż stan zadowolenia, czy euforii. Są one ważnym elementem naszej natury i świadomego istnienia. Pojęcie depresji tworzy w naszej obecnej kulturze wielki worek, do którego wrzucamy wiele doświadczeń o różnej etiologii, przebiegu, znaczeniu i skutkach. Jednak, parafrazując powiedzenie, nie wszystko choroba, co smutne… Zatem zanim postawimy diagnozę i podejmiemy leczenie biologiczne, narażając się na dodatkowe skutki uboczne, spójrzmy troszkę głębiej w samych siebie.

Istnieje wiele spojrzeń na depresję, modeli teoretycznych, wyjaśnień i sposobów radzenia sobie z nią. Wiele z nich opiera się na klinicznym punkcie widzenia, który (w dużym uproszczeniu) koncentruje się na diagnozowaniu objawów i ich usuwaniu za pomocą różnych środków – przede wszystkim leków. Rzadziej jednak zadajemy sobie pytania dotyczące znaczenia i celowości tych symptomów. Co nam mówią te doświadczenia, czego uczą, dokąd prowadzą? Pozwolę sobie więc pominąć jednym skokiem wszystkie dobrze już znane fakty kliniczne i biomedyczne o depresji i jej objawach, a skupię się bardziej na choćby kilku fenomenach, z którymi przychodzi nam spotkać się w czasie depresji i zachęcić do badania tego, jaki tkwi w nich potencjał. Nie chcę pomijać znaczenia modelu medycznego, czy zniechęcać do leczenia według jego zaleceń (szczególnie w długotrwałych i nasilonych stanach zagrażających życiu), ale raczej poszerzać perspektywę, dodawać do naszego sposobu rozumienia zjawiska kolejne punkty widzenia. Ujawniają one inne, często niedoceniane aspekty doświadczeń składających się na ten tajemniczy zbiór pod tytułem „depresja”.

SMUTEK

Kiedy myślimy o depresji, pierwsze skojarzenie, które się nasuwa to smutek. Wyklęty składnik współczesności, który sprawia, że przestajemy wyglądać jak z reklamy pasty do zębów. W głowie od razu pojawiają się wszystkie powtarzane nam hasła typu „no nie smuć się; przestań się mazać; no już już.. jak ty wyglądasz?!”. W związku z tym, że smutek często jest nieakceptowany przez otoczenie, zaczynamy czuć jeszcze poczucie winy za to, że częstujemy bliskich swoim widokiem. Zaczyna się pierwsza z pułapek depresji – samonapędzające się koło przygnębienia, wstydu i poczucia winy – czasami za wszystko, w tym za swoje uczucia. A tymczasem spróbujmy spojrzeć na sprawę inaczej…

W smutku, kiedy sobie na prawdę na niego pozwolimy, często dopełnia się pewien rodzaj samoświadomości. Kiedy, czując jego nadchodzący cień, zatrzymamy się, odpuścimy i pozwolimy, by uwaga swobodnie oddała się temu nastrojowi, często uświadamiamy sobie przemijanie, straty, własne ograniczenia, zadajemy pytania o fundamentalnym znaczeniu. To skierowanie uwagi do środka, świata wewnętrznych przeżyć, szczególnie tam, gdzie czegoś brakuje, coś uwiera. Cierpimy, ale stajemy się bardziej „ludzcy”. Umysł w tym czasie w sposób zupełnie naturalny zaczyna poszukiwać sensu egzystencji, nadaje znaczenia przemijającym doświadczeniom, wytrwale pracuje nad przekuwaniem tożsamości, która zmienia się przy każdej stracie. Jednocześnie potrafi biernie oddać się przepływowi. Smutek pozwala na wyłączenie się z szaleńczych działań, na odpoczynek i wolno płynącą introspekcję. Wystarczy przestać traktować tą nadchodzącą ciemność jako wroga, a zaufać doświadczeniu już przy pierwszych sygnałach. Można by powiedzieć, że wczesne świadome spotykanie się ze smutkiem jest swojego rodzaju profilaktyką. Pomaga nam nie spychać tych uczuć przez lata, pozwala reagować na to, co nam mówią. Nasze uczucia zawsze są odpowiedzią na coś i jednocześnie wskazówką. Może potrzebujemy coś w życiu na prawdę pożegnać i odpuścić, może porzucić swoje wyobrażenia o omnipotencji, pogodzić się z czyimś odejściem, przekształcić wspomnienia pełne żalu w jakiś rodzaj wdzięczności. A może po prostu zastanowić się nad tragicznością ludzkich losów, czy dramatami, w których bierzemy udział.

TĘSKNOTA

Smutek też czasami towarzyszy tęsknocie, która sama w sobie może służyć za nasz osobisty drogowskaz. Kiedy wsłuchujemy się w wewnętrzne nawoływania, możemy odkryć najskrytszy, płynny obraz samych siebie. Tęsknota jest jak negatyw zdjęcia naszej duszy. Za każdym razem, kiedy tęsknimy za czymś, pamiętajmy, że to jest w nas obecne, przynajmniej potencjalnie - w zarodku. Czeka i daje znać, że chciałoby się rozwinąć. Tęsknota przyciąga naszą uwagę poprzez specyficzne poczucie braku, luki, pustki, psychicznego lub duchowego głodu. Niestety zwykle jako ludzie koncentrujemy się jedynie na tym uczuciu - jakie jest okropne i niewygodne oraz na tym, jak je zagłuszyć, pozbyć się go. Tymczasem, kiedy myślę o tęsknocie jako negatywie zdjęcia, jestem przekonany, że ona sama w sobie zawiera odpowiedź na to, jak chce się dopełniać nasza psychika. Tak, jak na kliszy, negatyw jest często nieczytelny - patrząc na niego pod światło trudno nam rozpoznać nawet znajome twarze, określić kolory, atmosferę zdjęcia. Wszystko jest odwrócone, dziwaczne, nienaturalne. Kluczowy staje się tu proces tworzenia odbitki (pozytywu zdjęcia) czyli świadome odkrywanie obrazu swojego najgłębszego Ja i jego ciągłych przemian. Ten tajemniczy proces wydaje mi się czasami bardzo trudny i niejasny, a jednocześnie jest niekończącą się, fascynującą przygodą spotykania samego siebie.

SAMOTNOŚĆ

Wiele osób skarży się na samotność, kiedy popada w stany depresyjne. Osamotnienie może być jedną z przyczyn, ale też i skutków takich stanów. Kiedy opuszcza nas chęć do życia, a pustka wewnętrzna wydaje się ziać tylko melancholią, zwykle nie chce nam się wyjść z domu, spotykać ludzi, ani nawet rozmawiać z bliskimi. Ci ostatni zresztą często nie są w stanie zrozumieć co się z nami dzieje. To wszystko nie zachęca do kontaktów. Osobnym tematem więc jest to, jak możemy towarzyszyć osobie w depresji. Przy czym wole właśnie słowo „towarzyszyć” niż „pomóc”, bo to drugie zwykle sugeruje nam podejmowanie wielu działań i prób wyciągania kogoś z jego dołka. Najczęściej takie próby kończą się tylko frustracją „pomagacza” i pogłębieniem izolacji po drugiej stronie. Towarzyszenie to po prostu bycie z kimś, troska i zaciekawienie przeżyciami.

Owo zaciekawienie może też być zbawienne dla tego, kto opada w poczucie samotności. Obojętnie czy prawdziwej, czy tej wewnętrznej – „samotności wśród tłumu”. Samotność to specjalny czas, który pozwala spotkać samego siebie. Usłyszeć swoje myśli, zobaczyć kim się jest poza relacjami, rolami i maskami. Kim jesteśmy, gdy zostajemy sami? Wbrew pozorom to często trudne spotkanie, tym bardziej, że umysł przywołuje czasami okropne obrazy, niepokój, rozpacz. Jednak większość osób, które w życiu poznałem z perspektywy czasu docenia swoje okresy samotności, bo to zawsze podróż w poszukiwaniu rdzenia swojej osoby. Pojawiają się pytania ostateczne, zmuszające do patrzenia w lustro, świadomego konstruowania siebie, swoich wartości, swojej niezależnej podmiotowości. O ile tylko nie uciekniemy w odreagowania i znieczulanie. Wbrew wszelkiemu lękowi, który w nas budzi sama myśl o samotności – to cenne doświadczenie, a po owocnym przejściu tego okresu, zwykle czekają nas jeszcze prawdziwsze spotkania z innymi.

NIEPOKÓJ

Wiele nieporozumień często też dotyczy lęku i niepokoju. Wiele razy słyszałem, że lęk różni się tym od strachu, że nie ma przyczyny. Ona tam jednak jest. Czasami mniej oczywista, ukryta w nieświadomych mechanizmach, dawnych traumach, wypartych konfliktach lub dotycząca sytuacji życiowej, na którą z jakiś powodów nie chcemy trzeźwo i uczciwie spojrzeć. Czasami ludzie boją się już tak długo, a lęk ten narasta przez lata stopniowo poprzez dołączanie się kolejnych przyczyn, że kiedy zgłaszają się do lekarza, wygląda to zupełnie absurdalnie i trudno połączyć uczucia z konkretnymi sytuacjami. Niepokój jednak zwykle zwraca uwagę na coś ważnego. „Poczekaj, pomyśl o tym! – krzyczy wewnątrz i trzęsie nami – Masz problemy, coś tobie grozi, nie odwracaj się od tych kwestii” – przypomina nam rano, wieczorem i w snach, by zajmować się sprawami, które jakoś nam zagrażają. Obojętnie czy to znęcający się psychicznie partner, brak pieniędzy, czy wewnętrzny krytyk, który od lat podpowiada nam, że jesteśmy do niczego i źle skończymy. Z wielu swoich niepokojów można uczynić sprzymierzeńców, którzy w głębi rzeczy chcą o nas zadbać, uświadamiając to, co wymaga naszej uwagi.

POSZUKIWANIA

To wszystko oczywiście tylko kilka uwag, które nie stanowią żadnej odpowiedzi. Nie mają też pomagać „zwalczać” depresji. Może wręcz przeciwnie – bardziej doceniać całą gamę przeróżnych doświadczeń, które pozbawiane są w naszej kulturze prawa istnienia, znaczenia, sensu.

Są też sytuacje, kiedy depresja pojawia się w przebiegu innych poważnych chorób somatycznych, jest wynikiem uszkodzeń mózgu, albo jest już tak nasilona, że wymaga niezwłocznie intensywnej terapii i farmakologii. Nigdy jednak nie jest za późno, by zadać sobie kilka pytań, by spróbować zaufać swoim reakcjom. Może świat potrzebuje trochę więcej melancholii, słabości, spowolnienia, samoświadomości, szczerego poszukiwania sensu – więcej docenionego smutku, a mniej patologizowania i „niewolników szczęścia”.

Taka postawa wobec swoich trudnych doznań to tylko otwarcie bram do specyficznej i niełatwej krainy, gdzie zmienia się nasze funkcjonowanie, ale też kryje się ważna wiedza na temat naszej egzystencji. Każdy z nas odkryje tam coś innego, odkryje tam siebie, swoją drogę i sposób bycia. Pewnie też niejednokrotnie konieczność wyboru. Zachęcam szczerze do doświadczania „depresji” trochę bardziej, trochę głębiej, bardziej świadomie…

Adam Chojnacki 


Menu oferta i dodatkowe informacje

Gabinet Psychoterapii

al. Grunwaldzka 76/78, lok.219
Gdańsk, Wrzeszcz

Prawa autorskie © ARCHE Psychoterapia - www.arche.org.pl

Projekt i wykonanie: Web Designers